Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam Pierwszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytam Pierwszy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 maja 2020

Czy na pewno wiesz...? - "Wyrwa" Wojciecha Chmielarza

"Wyrwę" Wojciecha Chmielarz zdobyłam dzięki punktom na Czytam Pierwszy. Był to egzemplarz recenzencki, o którym pisałam tu i tu. Śmiałam się, że skoro to egzemplarz przed korektą, to nie będę się mogła czepiać literówek. Ale tych czy innych błędów było naprawdę niewiele. A może to fabuła na tyle mnie wciągnęła, że zwyczajnie ich nie zauważyłam...? Bardzo możliwe. Egzemplarz recenzencki był elegancko wydany, czytało się go wygodnie, choć powieść do najkrótszych nie należy- prawie 400 stron. Ale książka finalna wydana jest jeszcze ładniej. Skąd wiem? A stąd, że Wydawnictwo Marginesy, wydawca "Wyrwy" przysłało mi egzemplarz finalny. Przepięknie dziękuję, była to naprawdę zaskakująca niespodzianka. Tłoczona miękka okładka, bardziej miękkie i mniej białe strony niż egzemplarz recenzenci- podoba mi się! A co w środku?


Świat Macieja Tomskiego zawala się, gdy dowiaduje się, że jego żona, Janina, zginęła w wypadku samochodowym. O ile to możliwe sytuacja staje się jeszcze gorsza, gdy Maciej zaczyna roztrząsać szczegóły- dlaczego wypadek zdarzył się pod Mrągowem skoro Janina miała być w delegacji pod Krakowem? Czy na pewno był to tylko nieszczęśliwy wypadek? Kim był tajemniczy mężczyzna, który zjawił się na pogrzebie? Co robiła Janina na kilka dni przed śmiercią? Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe do znalezienia, a odszukane nie przynoszą oczekiwanej ulgi ani nie umniejszają poczucia winy. Okładka dodaje jeszcze, dość poetycko:
"Wyrwa to opowieść o mężczyznach, którzy kochali tę samą kobietę i którzy będą musieli zmierzyć się z tajemnicą jej śmierci. O poczuciu straty i głuchej rozpaczy zmieniającej się w gniew, który szuka ujścia. To także historia o splątanych uczuciach, o trudnej przyjaźni i o konsekwencjach życiowych błędów. I o tym, że można niewiele wiedzieć o kimś, z kim mieszka się pod jednym dachem".


Sam opis fabuły brzmiał intrygująco, a kolejne strony książki tylko mnie w tym utwierdziły. "Wyrwa" to świetnie skonstruowany kryminał psychologiczny, w którym nic nie jest tym, czy wydaje się na początku, nie ma prostych odpowiedzi na trudne pytania, a poszukiwanie prawdy nie przynosi ulgi i nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Powieść jest naprawdę wciągająca, choć początkowo nieco się dłuży, można by ją śmiało skrócić i nieco skondensować dość rozwlekły początek/wstęp. Akcja w dynamiczny sposób zmienia swoje miejsce, jedne problemy zastępują inne, a w środku tego wszystkiego jest bohater, a właściwie dwóch, którzy próbują odnaleźć sens, w sytuacji, która ich przed sobą postawiła. Zaskakujący rozwój wypadków, dobrze odmalowane postaci, świetnie pokazane emocje, które czytelnik może przeżywać z bohaterami. Oprócz czystej rozrywki i radości z czytania książka przynosi też refleksje- nad małżeństwem, jego blaskami i cieniami, nad trudami rodzicielstwa w ekstremalnej sytuacji, nad wzajemnym ludzkim zrozumieniem i współodczuwaniem. Początkowo widziałam przepaść między dwoma stronami Macieja- strażnika domowego ogniska i mściciela poszukującego prawdy, ale w pewnym momencie te postawy zaczynają ze sobą współgrać i nie drażni ich dwoistość.

Fani kryminałów muszą sięgnąć po tę pozycję, ale polecam ją również gustującym w innych gatunkach.

#wyrwa #wojciechchmielarz #czytamwbiegufanpage #czytampierwszy #czytampierwszypl
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

"Dziedziczka jeziora" Headley - dziwna, magiczna, ponura

"Dziedziczkę jeziora" Marii Dahvany Headley czytałam zaraz po dość nieudanej książce i być może dlatego spodobała mi się tak bardzo. Pięknie napisana, metafizyczna, naładowana emocjami, które się czuje. Całym sobą. Ktoś na Instagramie zwrócił mi uwagę, że ponura. Prawda, życie ukazane w niej jest ponure, na którą z postaci by nie spojrzeć. Ale jej ponurość jest jej zaletą i potęguje wrażenia.

Willa Herot mieszka w Herot Hall, bogatym miasteczku pełnym pięknych rezydencji. Cała społeczność świetnie się zna i jest właściwie samowystarczalna. Ale nawet w tej szklanej bańce istnieją sprawy ponure, przerażające. Szczególnie, gdy świat spoza bańki zaczyna się do niej przedostawać.
Dana Mills mieszka w jaskini, w górze wznoszącej się nad Herot Hall. Wychowuje tam swojego nietypowego syna, którego urodziła jakby przez przypadek. Dana wierzy, że życie w ciągłym ukryciu jest możliwe i nikt nigdy mu nie zagrozi. Nie wiem, że to jej życie może zagrozić komuś.
Kiedy syn Willi, Dylan oraz syn Dany, Gren zaprzyjaźniają się, światy tych dwóch kobiet zderzają się, rozbijając przez lata tkane egzystencje. Spotkanie dwóch chłopców na zawsze zmieni życie Willi, Dany, a także całej społeczności Herot Hall.


Nawiązania do Beowulfa nasuwają się same. I choć nie widziałam filmu, a poemat kojarzę bardzo pobieżnie, nazwy, imiona, sytuacje od razu budzą skojarzenia- Herot, Gren, Ben Woolf itp. Ale nie dostajemy tutaj legendy. Jest mnóstwo niedopowiedzeń, fantastycznych wizji, snów, niedomówień z pogranicza jawy i snu, ale jednak akcja osadzona jest w realnym świecie z jego realnymi problemami, nawet jeśli jeziora i kamienie zdają się przemawiać i próbują wpływać na rzeczywistość. Choć momentami się gubiłam, to jednak bardzo mi pasował styl pisania Autorki. Powieść brzmi jak literatura, a nie suche szkolne opowiadanie z poprzedniej mojej lektury. Przemyślana fabuła prowadzi czytelnika w jasno określonym kierunku, a dygresje i wycieczki w przeszłość dopowiadają i wyjaśniają. Historie obu kobiet są poruszające, ich oddanie rodzinie, przede wszystkim synom ujmujące, ich osobiste problemy czytelnik współodczuwa. Książka wciąga nie tylko na poziomie akcji, ale również na poziomie emocjonalnym. I choć ponura, a może właśnie dlatego pozostawia Czytelnika w stanie zaniepokojenia i rozważań o potworach, które czają się w jego rzeczywistości, za ścianą, za płotem, we własne sypialni...

Książkę czytałam dzięki punktom na Czytam Pierwszy.
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

"Anielska etiuda" Roberta Gonga pełna niespójności

Książka już dawno skończona, ale nie mogłam zabrać się za napisanie tej recenzji. "Anielska etiuda" budzi we mnie bardzo ambiwalentne uczucia. Od totalnego rozczarowania po zadowolenie z lektury. Ale do zachwytów mi daleko.

O czym traktuje powieść?
Robert spotyka miłość swojego życia w czasie odwiedzin Jasnej Góry. Zakochanie od pierwszego wejrzenia, wspólne studia w Warszawie, ślub. Sielanka? Nie tym razem. Koleje losu prowadzą do tego, że Robert traci ukochaną kobietę i staje się alkoholikiem prostą drogą zmierzającym do destrukcji. Wypadek samochodowy sprawia, że zapada w śpiączkę, w trakcie której dogłębnie analizuje swoje dotychczasowe życie, a nawet spotyka swoje nienarodzone dziecko. Wybudzenie ze śpiączki to dla niego druga szansa. Robert korzysta z niej jednak nader niefrasobliwie.


Brzmi ciekawie?
Bo i koncepcja sama w sobie jest ciekawa. Droga bohatera, którego los obdarza różnymi przykrymi okolicznościami, który upada i podnosi się, ulega pozornej metamorfozie, by całkowicie odmienić swoje życie. Trudne problemy, bolesne tematy, potraktowane z rozwagą, bez narzucania zdania, mnóstwo odcieni szarości. Opisy zdarzeń, emocji są eleganckie, nawet wciągające, czasem poetyckie. Ale poza tym...
Mnóstwo niespójności (wiek bohaterów i odstępy między wydarzeniami nie bardzo się zgrywają, najlepsi przyjaciele nie znają członków swoich rodzin, moczymordy są najlepszymi partiami w mieście). Niezgrabności językowe. Błędy edytorskie i drukarskie (jedna wypowiedź rozbita na trzy różne wersy, każdy rozpoczynający się myślnikiem). Bardzo kiepskie dialogi (nienaturalnie brzmiące, często infantylne). Po pierwszym rozdziale zaczęłam sprawdzać, kim jest Autor, by nie popełnić błędu z przeszłości i nie czytać debiutanta po selfpublishingu. Tak był zły ten rozdział: fatalne dialogi, przedziwne reakcje bohaterów, bezsensowne zachowania. Po sprawdzeniu, że Autor to nie debiutant, a nawet nagradzany pisarz, postanowiłam czytać dalej. Było znacznie lepiej, jakby dwie różne osoby pisały wstępny rozdział i te kolejne. Ale i tutaj nie obyło się bez dziwności, wielokrotnie pytałam się na głos 'że co?!?' i nie chodzi o postawy bohaterów, ale właśnie o niejasności, niespójności. Bo jestem skłonna uwierzyć, że jeden człowiek może mieć w życiu tak bardzo pod górkę, będąc temu w dużej mierze winnym, stoczyć się na dno, pozostając przy tym bożyszczem kobiet. Nawet w to, że dwa razy w życiu po 5 minutach rozmowy z kobietą potrafi stwierdzić, że to ta jedna jedyna (chyba druga jedyna....). Ale w to, że obudzi się w trumnie w dniu swojego pogrzebu jakoś nie bardzo. Do tego ta scena miała być chyba zabawna, bo ujść cało z zalewanej deszczem trumny pomagają Robertowi dwie hieny cmentarne wdzięcznie zwane Gienek i Kazek.
Na plus książki jest na pewno postać Zygotki, nienarodzonej córki Roberta i jego zmarłej żony. Dziewczynka/młoda dorosła, która pokazuje Robertowi, jakim naprawdę jest człowiekiem, wytykając mu liczne błędy z przeszłości. Podoba mi się jej zaciętość, brak uległości i pogodzenia z losem, jest głosem buntowniczki wojującej o sprawiedliwość, a nawet zemstę. Jest bardzo jakaś. Całą reszta postaci jest dość nijaka, mimo rozbudowanych opisów ich emocji i przemyśleń. Książka porusza naprawdę niełatwe tematy, okładka obiecuje pozostawić czytelnika w stanie głębokie zaniepokojenia o własne czyny i sumienie, ale prawdę mówiąc nawet niepotrzebnie brutalny (!) opis aborcji nie wzbudza emocji. Słowa, słowa, słowa, które trudno poczuć i wziąć do siebie. W pamięć zapadło mi właściwie jedno zdanie, które można niestety zastosować również dla dzieci będących ofiarami przemocy domowej: "Pomimo wszystko, byłbyś ze wszystkimi twoimi wadami najcudowniejszym ojcem pod słońcem". Krótką zadumę nad tym zdaniem zaliczam książce na plus.

Książkę odebrałam za punkty z portalu CzytamPierwszy.
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl
#czytane2020 #robertgong #anielskaetiuda #czytampierwszy #czytampierwszypl #zostanwdomu

piątek, 3 kwietnia 2020

Między przęsłami - "Królestwo Mostu" Danielle L. Jensen

Zapowiadałam ją jakiś czas temu i dzięki punktom z Czytam Pierwszy (www.czytampierwszy.pl) udało mi się ją przeczytać w formie ebooka. To kolejna powieść Danielle L. Jensen, którą miałam okazję przeczytać. Poprzednia ("Mroczne wybrzeża") była niczego sobie, ale dość młodzieżowa. "Królestwo Mostu" zrobiło na mnie lepsze wrażenie. Sympatyczne sensacyjne fantasy.

Lara, córka władcy Maridriny, ma zostać wydana za mąż za Arena, króla Ithicany, zwanej także Królestwem Mostu. Ithicana kontrolująca handel uznawana jest za główną przyczynę głodu i niedostatku panujących w Maridrinie, dlatego głównym zadaniem Lary jest zdobycie informacji, jak podbić Królestwo Mostu i przekazanie ich dowódcom ojca. Po zaślubinach szybko okazuje się, że ani Ithicana, ani jej mieszkańcy, ani nawet jej król nie przystają do obrazu wpojonego Larze przez lata nauki i ćwiczeń. Księżniczka musi sama dotrzeć do prawdy o przyczynach losu Maridriny, nie dając się przy tym nikomu zabić. Czy jej się uda? Jaką cenę przyjdzie jej za tę wiedzę zapłacić?
Więcej o książce możecie przeczytać tutaj.


Książka nie wciągnęła mnie od razu i zdawała mi się dłużyć, ale szybko akcja nabrała tempa, zmieniały się postaci i krajobrazy. Historia opisana ze swadą, pomysłowa i wyważona. Podobała mi się powolna przemiana uczuć Lary i jej rosnące zaangażowanie w życie swojego nowego królestwa. Miałam pewien problem z wyobrażeniem sobie świata stworzonego przez autorkę ze względu na dość skromne opisy otaczającej bohaterów rzeczywistości. Szczególnie jeśli chodzi o sam most, jego architekturę umożlwiającą pełnienie tej a nie innej funkcji, rozmieszczenie na wyspach Ithicany i pomiędzy nimi. W to miejsce zaś dostałam dobrze odmalowanych bohaterów, z całym arsenałem ich emocji, poglądów i uprzedzeń. Większość budzi w czytelniku bardzo konkretne uczucia, nierzadko weryfikowane przez postawy, jakie prezentują w określonych sytuacjach. Suma sumarum wciągnęłam się i szybko dotarłam do bardzo otwartego zakończenia. Cieszę się, że będzie druga część.

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl
#czytane2020 #danielleljensen #krolestwomostu #czytamwbiegufanpage #czytampierwszy #czytampierwszypl

piątek, 14 lutego 2020

Debiut z zombie w roli głównej

Skuszona promocją na Czytam Pierwszy zamówiłam powieść debiutancką Marty Kruczek pt. "Ci inni za murem". Zarówno tytuł, jak i okładka sugerowały treści okołowojenne, powstańcze, może coś nie coś o getcie. No zobaczcie sami!


Ale nic bardziej mylnego! Powieść opisuje przedziwne miejsce, trochę o charakterze getta, gdzie zamknięte są osoby z pozoru normalne, lecz które w nocy zmieniają się w brutalne bestie bez ludzkiej świadomości. Dlaczego zostało to nazwane parkiem rozrywki (patrz niżej, opis z okładki)? Jak dla mnie to przesadne określenie, ale faktycznie można tam wejść, spędzić dzień na podglądaniu mieszkańców i wyjść lub wybrać full opcję i pozostać również na noc, by przyglądać się, jak ci a murem nocą rozprawiają się z wszystkim co żywe. Oczywiście dla bohaterów książki to zabawa do momentu, gdy ktoś nie zaczyna czyhać na ich życie. Kto? Potwór czy zwykły człowiek wyrównujący rachunki? Tego musi dowiedzieć się Mila, główna bohaterka i narratorka powieści. Musi poznać prawdę i ujść z życiem. Brzmi fajnie? Zgadzam się, pomysł niczego sobie. A jak wykonanie? Zapraszam dalej!


Książka jest stosunkowo krótka, niecałe 200 stron. Pomysł ciekawy, sporo się dzieje, nie ma specjalnych dłużyzn. Czyta się szybko, napisana jest poprawnie językowo i stylistycznie. To spory plus tego debiutu (poprzedni, na który trafiłam był naprawdę zły....). Ale całość jakaś taka bez polotu. Jakbym czytała szkolne wypracowanie w formie opowiadania. Dialogi bywają drętwe, postaci są dość powierzchownie opisane. Wiele się wokół nich dzieje, często są to trudne sytuacje, ale trudno się tym emocjonować, gdy jest to tak płasko opisane. A byłoby czym. Autorka naszpikowała książkę wydarzeniami, wątkami, akcją rozwijającą się w bardzo wielu kierunkach. W moim odczuciu za dużo tego wszystkiego. Jest morderstwo, romans, zdrada, ryzykowne akcje i nagłe ucieczki, trochę erotyki, no i zombie. Pewne elementy wydawały mi się żywcem wzięte z sensacyjnych filmów albo erotyków i odstawały od całości powieści. Są wątki, które pojawiają się niepotrzebnie, gdyż w ogóle nie są rozwijane (np. znaczenie snu głównej bohaterki).

Debiut wydaje mi się obiecujący, Autorka potrafi odmalować książkową rzeczywistość, ale zjawiskom i postaciom brakuje głębi. Otwarte zakończenie zwiastuje kontynuację. Trzymam kciuki by było lepiej.

piątek, 20 grudnia 2019

Wkrótce premiera kontynuacji "Tatuażysty z Auschwitz"!

Kolejna powieść Heather Morris trafi na półki księgarń 15.01.2020r. Czekacie? Ja szybko nadganiam Tatuażystę :)

Dalsze losy najdzielniejszej, wg tytułowego tatuażysty, osoby, która miała nadzieję, że koszmar obozu koncentracyjnego będzie ostatnim koszmarem jej życia. Nie mogła się bardziej mylić. Czy w cierpieniu można odnaleźć nadzieję...? "Podróż Cilki" będzie podróżą przez kolejne trudy, w drodze ku zaufaniu i miłości.

Tak książkę opisuje Wydawca, Marginesy:
Historia młodziutkiej dziewczyny, którą Lale Sokołow, tatuażysta z Auschwitz, uważał za najdzielniejszą osobę, jaką kiedykolwiek poznał.
Uroda ją uratowała – i skazała na piekło. Cilka ma zaledwie szesnaście lat, kiedy trafia do Auschwitz. Tam szybko się uczy, że uroda daje siłę, a ta oznacza przetrwanie. Kiedy po trzech latach Armia Czerwona wyzwala obóz, dziewczyna nie odzyskuje wolności: zostaje oskarżona przez komunistyczne władze o kolaborację i skazana na piętnaście lat łagru w Workucie.
Tak zaczyna się długa i bolesna podróż Cilki. Na Syberii staje przed wyzwaniami zarówno nowymi, jak i boleśnie znanymi, w tym niechcianą uwagą strażników. Młoda kobieta, która podczas Zagłady straciła całą rodzinę, musi się zmierzyć nie tylko z trudnymi warunkami życia na nieludzkiej ziemi i pracą ponad siły, ale i ciążącym nad nią poczuciem winy.
W sowieckim łagrze spotyka ludzi dobrych i okrutnych, mądrych i zaślepionych, codziennie zmaga się ze śmiercią i terrorem. Ale odkrywa w sobie siłę, o którą się nigdy nie podejrzewała i widzi, że ​​pomimo wszystkiego, co jej się przydarzyło, w jej sercu jest miejsce na miłość – miłość, która da jej siłę, by myśleć o przyszłości.

Książkę będzie można też zdobyć za punkty w Czytam Pierwszy.
#zapowiedz #heathermorris #podrozcilki #czytampierwszy #czytampierwszypl #wydawnictwomarginesy #tatuazystazauschwitz #czytamwbiegufunpage

czwartek, 21 listopada 2019

Przy Przypadek i cykliści - odsłona pierwsza

Po raz kolejny dzięki Czytam Pierwszy mam nową lekturę :)
Tym razem to "Pan Przypadek i cykliści" Jacka Getnera. To już ósmy tom z serii, a moje pierwsze spotkanie z autorem i bohaterem. Trochę wstyd ;)


Okładka zapowiada:
Pan Przypadek i cykliści to już ósmy tom popularnej serii komedii kryminalnych o przygodach błyskotliwego detektywa Jacka Przypadka. W tej części rozwiązuje on sprawy, które kręcą się wokół dwóch kółek. W śledztwach znów pomagają mu warszawscy bezdomni zbieracze złomu. Pani Irmina Bamber, niezawodna sąsiadka Jacka, wyrusza w rejs dookoła świata. Do jej mieszkania wprowadzają się dwie kuzynki, Zygfryda i Teodora, żądające sprawozdań ze śledztw detektywa i uważające przy tym, że potrafią rozwiązywać zagadki nie gorzej niż on.

Książka to właściwie zbiór trzech opowiadań, co mi bardzo pasuje, bo przy ciągłym braku czasu krótsze formy łatwiej przyswajam. Kilka pierwszych stron już za mną i czyta się naprawdę fajnie, a fabuła nabiera rozpędu. Ciekawe co będzie dalej z tymi cyklistami... Wydanie sympatyczne (Wydawnictwo Zakładka), miękka okładka, grubość kartek w sam raz, dobrej wielkości czcionka.

Więcej o bohaterze można się dowiedzieć z jego bloga.

#czytamwbiegu #czytamteraz #jacekgetner #czytampierwszy #czytampierwszypl #rowerzysci

niedziela, 11 sierpnia 2019

Przekręt roku w "Szwindlu" Jakuba Ćwieka

To moje drugie spotkanie z tym autorem- po "Kłamcy" uznałam, że czas najwyższy poznać Jakuba Ćwieka, jeśli nie osobiście, to książkowo bliżej i z różnych stron. Padło na "Szwindel", który mogłam zamówić na portalu Czytam Pierwszy (www.czytampierwszy.pl) za zdobyte dotychczas punkty. Książka przyszła z całą masą różnych zakładek, które, choć nie wszystkie najpiękniejsze, czy mi pasujące, na pewno się przydadzą (zamiast metek z ubrań, czy starych biletów do kina, które zwykle się u mnie trafiają ;p).


O czym jest książka? Mikołaj pewnego dnia otrzymuje niezwykła przesyłkę- dziennik ojca, który zniknął, gdy chłopak był jeszcze mały, a który okazał się być światowej klasy oszustem. W dzienniku oprócz szeregu wyjaśnień i historii, jest również obietnica spadku. Spadek ów ma być pozyskany w wyniku misternie przygotowanego oszustwa, którego dokonać ma dawny wspólnik ojca i jego grupa, a także... sam Mikołaj. Chłopak musi zdecydować, czy wpakować się w coś tak ryzykownego dla dużych pieniędzy, których naprawdę potrzebuje. Drobiazgowy plan, nagrany gap, tygodnie przygotowań. Wszystko wydaje się takie proste. Aż za proste...


"Szwindel" nie dość, że jest świetnie napisany, to jeszcze niezwykle wciąga. Akcja nie pędzi, lecz rozwija się w tempie nonszalanckiego dżentelmena nie dbającego o to, czy się spóźni. Ćwiek lawiruje między punktami czasowymi i przestrzennymi, żongluje postaciami i ich aliasami, miesza fikcję z rzeczywistością, wszystko po to by Czytelnik się nie nudził. I nudy faktycznie nie ma. Książka wierna gatunkowi, ale z nowoczesnym zacięciem. Ma co nie co z klimatu filmów "Vabank", kolejnych "Ocean's…", a nawet z "Iluzji". Misternie tkana opowieść budzi podziw dla Autora za panowanie nad wszystkimi detalami (z jedną (którą zauważyłam) omyłką) i uparte dążenie ku finałowi. Finałowi, który był i zaskoczeniem, i pewnym rozczarowaniem. Zaskoczeniem, bo choć dość szybko zaczęłam się domyślać ku czemu zmierzamy, to jednak ostateczny kształt i motywy stojące za zakończeniem zrobiły mi niespodziankę. Rozczarowaniem, bo przebiegłość, spryt i tworzenie iluzji, zastąpiły brutalność i chęć zemsty. Lecz to historia oparta na faktach, z którymi trudno dyskutować. Epilog wydał mi się zbyt powierzchowny, stojący w kontraście do dopracowanej, bardzo detalicznej całości. Za to posłowie ładne- wciąż zanurzone w atmosferze powieści, pozbawione przydługich list osób i instytucji, którym autor jest wdzięczny, okraszone radą i przestrogą. Zakończone słowami: "Dziękuję za wspólną przygodę. Jakub Ćwiek." Nie, to ja bardzo dziękuję :)

P.S. Książka wciąż dostępna (i to w promocji!) na:
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

sobota, 3 sierpnia 2019

Z życia antykwariusza - "Pamiętnik księgarza" Shaun Bythell

Dawno tak dobrze nie czytało mi się książki. Nie dlatego, że wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała do końca w napięciu. Nie, tego tu nie znajdziecie. Podobała mi się głównie dlatego, że jest świetnie napisaną, dobrą książką, wypełnioną ciekawymi postaciami, inteligentnymi komentarzami i codziennymi, a jednak zaskakującymi sytuacjami.


Shaun Bythell, autor, narrator i główna postać powieści, w 2001 przejmuje antykwariat. Wielu jego bliskich i znajomych uważa, że to wariactwo. On sam już na pierwszych stronach książki zgadza się z nimi :) I choć narzeka i utyskuje, nie zamierza z antykwarycznego biznesu rezygnować. Dzień po dniu opisuje klientów, sprzedawców i pracowników, którzy towarzyszą mu w tej niełatwej drodze. Tytuł współgra z formą- jest to faktycznie pamiętnik, historie, ludzie i wydarzenia opisywani są w zwartych akapitach, okraszanych błyskotliwymi puentami. Książkę czytałam w formie ebooka, choć nie jest to ulubione medium autora...


Kiedy pierwszy raz przeczytałam opis książki [na portalu Czytam Pierwszy (czytampierwszy.pl)] od razu przypomniał mi się brytyjski serial "Księgarnia Black Books", z antypatycznym Irlandczykiem za ladą małej księgarni w Londynie, z którego odcinków zaśmiewałam się kilka lat temu. Sam Shaun Bythell nawiązuje do niego na pierwszych stronach książki, sugerując, że większość księgarzy jest jak postać wykreowana w serialu przez Dylana Morana- niecierpliwi, antyspołeczni, nietolerancyjni. Autor zresztą próbował przez całą książkę przekonać mnie, że pasuje do tego stereotypu, co mu się nie bardzo udało ;) Polubiłam Shauna księgarza, antykwariusza, fotografa, wędkarza, społecznika i przyjaciela. Nie udało mu się również zniechęcić mnie do posiadania księgarni. To moje wielkie marzenie, ale wciąż nie mam odwagi by je zrealizować. Zaczynając czytać myślałam: "O! Świetnie! Ktoś mnie przekona, że ten pomysł nie jest dobry". Nie tym razem. Bythell z Orwellem (i jego "Bookshop Memories") nie tylko nie odwiedli mnie od tego marzenia, ale nawet nasilili pragnienie jego realizacji. Być może przez to oraz spory sentyment, jaki mam do małych brytyjskich miejscowości i sklepików ich cichych uliczek sprawiły, że odczuwałam wielką przyjemność z czytania książki i prawdziwie przywiązałam się do bohaterów. Tym bardziej wpędził mnie w melancholię epilog, który jest ciekawym zwieńczeniem powieści, lecz również aktualizuje stan rzeczy, która to aktualizacja nie zawsze mi się podoba. Cóż, najwyraźniej jestem osobą typu 'to były czasy + westchnienie'.

Czy chciałbym wykonywać zawód księgarza?
Ogólnie rzecz biorąc, choć pracodawca traktuje mnie dobrze,
a w księgarni spędziłem sporo miłych chwil- nie.

George Orwell, Bookshop Memories

Książkę czyta się bardzo dobrze, nie ma przynudzania, jest treściwie i ładnie literacko. Bythell zgrabnie opisuje kulisy zawodu oraz blaski i cienie pracy z oczekującymi czasem niemożliwego klientami. Kolejne strony pamiętnika są kopalnią sugestii czytelniczych: co chwilę robiłam pauzę i zapisywałam kolejne tytuły 'na później', i mam nadzieję znaleźć ich polskie wydania (np. Jenny Uglow A Gambling Man, William Boyd Any human heart, John Kennedy Toole Sprzysiężenie głupców). W recenzjach książka opisywana była jako ciepła, dowcipna i do parskania śmiechem. Ciepła jest na pewno, nawet przy brytyjskiej pogodzie. Co do zabawności mam jednak odmienne zdanie. Bywały momenty, gdy się uśmiechnęłam, ale prychania nie było, salw śmiechu tym bardziej. Zdarzają się literówki. Mimo to polecam wszystkim, którzy kochają książki, księgarnie/antykwariaty i księgarzy/antykwariuszy.

poniedziałek, 1 lipca 2019

Mroczne kulisy. Recenzja "Stranger things. Mroczne umysły" Gwendy Bond.

Zanim pojawił się Demogorgon
Jeszcze nim przybył Łupieżca Umysłów
Strach miał ludzką twarz



Historia opisana w powieści Gwendy Bond "Stranger Things. Mroczne umysły" dzieje się przed wydarzeniami opowiedzianymi w serialu produkcji Netflix. Młoda kobieta, Terry Ives, dostaje propozycję udziału w rządowym projekcie MKultra. Jako ambitna i wierząca w wyższe cele, chętnie przystaje na cotygodniowe wyjazdy do laboratoriów położonych niedaleko jej rodzinnego Hawkins. Początkowo zafascynowana projektem szybko odkrywa jego mroczną stronę- coraz silniejsze środki psychodeliczne, coraz bardziej niepokojące wizje, coraz więcej sekretów. Gdy spotyka w korytarzach laboratorium małą dziewczynkę, Terry rozpoczyna walkę z nieznanym sobie wrogiem. Walkę, która może przynieść nieodwracalne konsekwencje.


Książka wciąga, choć nie tak bardzo jak się jako fanka serialu spodziewałam. Fajnie pokazuje amerykańską rzeczywistość w czasach wojny z Wietnamem, a i złowroga atmosfera laboratorium z niebezpieczeństwami czającymi się za każdym narożnikiem jest nieźle odmalowana. Część tych emocji wiąże się pewnie ze znajomością serialu, niemniej jednak pod tym względem książka jest OK. Choć prosto, napisana jest sprawnie i przystępnie. Postaci są opisane dość dokładnie, ale mimo tego nie 'czuję' ich, jedynie Alice z jej zacięciem do mechaniki budzi we mnie większe emocje. Zabrakło mi również tempa akcji. Próby dochodzenia prawdy przez uczestników bywają trzymające w napięciu, ale jedynie na krótko. Pomijając jednak uchybienia, książkę czyta się szybko, a historia budzi zaciekawienie. Bardzo lubię historie, które dzieję się przed lub po wydarzeniach z ulubionych filmów, seriali czy powieści. Można dzięki temu, jak bohaterka powieści, "wejść głębiej" :)


Książka ma swego rodzaju następców, historie Max i szeryfa Hoppera. Napisane przez innych autorów, a zatem efekt końcowy może być bardzo różny od "Mrocznych umysłów". Z chęcią zajrzę i do nich, szczególnie, że już jutro na Netflix premierę będzie miał 3 sezon serialu, będącego ich inspiracją. Czy będzie tak dobry, jak poprzednie? Przekonamy się :)

Za możliwość przeczytania dziękuje portalowi Czytam Pierwszy (www.czytampierwszy.pl).
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

czwartek, 16 maja 2019

Czytam Pierwszy - portal recenzencki

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

O co chodzi?
Otóż portal Czytam Pierwszy to platforma dla osób, które uwielbiają czytać i dzielić się opiniami o przeczytanych książkach. Za każdą opinię dostają one punkty, które następnie mogą wymieniać na książki w formie papierowej lub elektronicznej i dalej kupować, czytać i opiniować. Im więcej czytasz i opiniujesz, tym większe szanse na kolejne książki.
Czytam Pierwszy oferuje nowości wydawnicze, często przedpremierowo. Warto zaglądać na stronę, bo często zdarzają się promocje, zarówno względem 'kosztu' książek, jak i punktów za recenzje.
Swoje opinie można dodawać:
- na Facebooku
- na bolgu
- na Instagramie
- w portalach czytelniczych
- w internetowych księgarniach
- innych miejscach, które wskażecie przy rejestrowaniu opinii.
Portal przyjazny użytkownikowi i pozwalający czytać więcej i więcej. Choć zasady otrzymywania książek i punktowania za opinie mogą się na początku wydawać niejasne.
Zachęcam!


Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

www.czytampierwszy.pl